Trochę strachu, trochę z cykora

Czasami bywa irracjonalny i potrafi namieszać. Czasami mobilizuje i nie warto z nim walczyć. Wszystko z lęku przed utratą własnego ja, niepowodzeniem. 




Kiedy kalendarz wylicza, że między datą 20 marca a 26 maja jest 67 dni, znajomi nie pytają już "jak przygotowania?", ale co niektórzy (i słusznie!) pytają o to, jak się czujemy...

Jak się czujemy z faktem, że zaraz zmieni się nasze życie, że coraz bliżej właśnie tej decyzji.  No właśnie jak? Mały strach jest, ale nie wynika z nieumiejętności zaangażowania się w związek. Nie paraliżuje, ale ma coś z ekscytacji. Czasami nawet staje się sprzymierzeńcem - oznacza, że czujemy się gotowi na zmiany, chociaż wydaje nam się, że  boimy się tej niewiadomej. Pomieszanie z poplątaniem. Ostatecznie idziemy dalej i.... nie możemy się doczekać!

**

Mieliśmy ze sobą kilka poważniejszych rozmów na ten temat, bo przecież mamy trochę z cykora. Najgorzej byłoby to dusić w sobie, bojąc się reakcji drugiej strony. Kiedy przychodzi czas na tego typu decyzje, granie ważniaka nie ma żadnego znaczenia. Refleksje, potrzeby, pragnienia - warto o tym mówić. Nawet kosztem małej kłótni i sprzeczki.

**
Jak powiedział ostatnio znajomy do Mateusza - żeń się prędko, bo dlaczego tylko ja mam mieć tak dobrze? To niesprawiedliwe. 

Tak właśnie jest. Małżeństwo to świetne narzędzie, żeby wzajemnie się uszczęśliwiać. Przestrzeń do dialogu, czasami do rozczarowań. Miejsce do popełniania błędów. Małżeństwo to presja, nie funkcjonuje tu (w większości) romantyczna miłość. Ale za to, to tykająca bomba, która wybuchnie od czasu przysięgi małżeńskiej. Wielki dar.

**

Czasami pada tylko to pytanie: ile udałoby się zrealizować, gdyby nie stały związek? Jakie drzwi otworzyłyby się przede mną, gdyby nie planowane małżeństwo? Czy wybawiłem się? Czy wykorzystałam szanse tak jak chciałam? Na co zdecydowalibyśmy się, gdyby nie "maj"?

To ciekawy temat na osobny post.

**

Dzisiaj będzie krócej niż zwykle. : ) Co u nas?

Jeszcze kilka zajęć kursu tanecznego i rozpoczynamy przygotowania do pierwszego tańca. Za nami wybór i zakup obrączek (polecamy salony Yes), przyszłe mieszkanie praktycznie czeka na nasze bagaże i dorobek życia (parę pudeł). Stale, systematycznie wręczamy zaproszenia lub odwiedzamy pocztę, żeby takowe dostarczyć do rąk własnych.

Materiały (drewienka) na winietki gotowe :)



Lidia ogarnęła kosmetyczkę i ogarnia fryzjera. Mateusz od miesiąca ma gotowy garnitur, buty etc. W czwartek odwiedzamy Urząd Stanu Cywilnego. Wszystko idzie w dobrym kierunku = spokojny maj.

**

Ostatnio byliśmy na jeden dzień w... Płocku. Trochę odpocząć, złapać oddech. Polecamy to spokojne, dosyć urocze miasto na mały "reset".

Niebawem coś dłuższego!



Komentarze

Popularne posty